mieć przynajmniej tyle odwagi, aby to głośno powiedzieć. Pewnie to

do bomby zegarowej - ale wkrótce, dzięki własnemu zacięciu i

reakcje ludzi i widział, jak reagowała na niego Milla. Chętnie
całkowicie na czterech ludziach pod kościołem.
- Chyba nie. Z gipsem mógłbym utonąć. - Uratowałabym cię. Twarz Chase’a nieco się odprężyła. - Nie musisz być moją wybawicielką, Cass. Nie jesteś mi nic winna. Wiatr szemrał nad stawem i marszczył powierzchnię wody. Szare światło świtu nad szczytami gór na wschodzie szybko zamieniło się w złoto. - Jestem twoją żoną. Przeszył ją wzrokiem. Jego twarz zaczynała odzyskiwać dawny kształt. Nie był taki sam, ale przynajmniej stawał się do siebie podobny. Podobny do człowieka, któremu przysięgała, że będzie z nim na zawsze. - Nie powinienem był tu przychodzić. - To dlaczego przyszedłeś? - Podpłynęła do brzegu. - Nie mogłem spać. - Nie spuszczał z niej wzroku. Nawet w zimnej wodzie czuła jego gorące spojrzenie. Dostała gęsiej skórki. Jej stopy znalazły dno. Żadne z nich nie mogło wyprzeć się pożądania, ale oboje je ignorowali. Tak było bezpieczniej. - Ja też nie. - Wyszła z wody, wykręcając mokre włosy. Zachowywała się tak, jakby nie było nic niezwykłego w tym, że stoi przed nim naga. - Nie popływałaś sobie. - To nic. - Szlafrok leżał na ziemi, ale ona nie zwróciła na niego uwagi. Przyglądała się Chase’owi i poczuła dławienie w gardle, bo uświadomiła sobie, że się zmieniła i że nie potrafi powstrzymać uczuć, których nawet nie jest w stanie zrozumieć. Przeszedł ją dreszcz. Chase nie odwrócił od niej wzroku. - Chase... Zamknął oczy. Objęła go w pasie zmarzniętymi ramionami. Zadrżał pod dotykiem jej mokrej skóry. - Ubierz się, Cassidy - wymruczał bez przekonania. - Nastawiłem kawę. - Nie chcę kawy. Przynajmniej jeszcze nie teraz. - Podniosła głowę i zobaczyła błysk ciekawości w jego oczach. - Czego chcesz? Nie odpowiedziała. Czekała. Chase zacisnął mocno szczęki, chociaż częściowo były jeszcze unieruchomione. - Ja nie mogę... Pocałowała go. Przycisnęła mokre usta do jego klatki piersiowej. Miał na skórze blizny, ślady poparzenia i zadrapania, które już się zagoiły. Nie drgnął. - O Boże. - Wydał z siebie gardłowy dźwięk. - Nie... Nie przestała. Odnalazła językiem jego brodawkę. Westchnął rozpaczliwie i zanurzył palce w jej mokrych włosach. Odepchnął jej głowę ze złością. - Nie zaczynaj czegoś, czego nie możesz dokończyć. Cass, ja... Jej palce znalazły guzik rozporka. Pasek odpiął się z głośnym trzaskiem, a potem rozległ się głuchy odgłos rozpinanych guzików. - Nie... Mówiłem ci, żebyś mnie nie dotykała. - Zgrzytające, raniące słowa. Kłamstwa. - Chase, proszę, pozwól mi... - Nie! Czuła jednak, że się poddaje. Metalowa kula zachwiała się i z hukiem upadła na piasek. Oparł się o nią i utrzymał na nogach, obejmując ją zdrową ręką. Przyciągnął ją bliżej. - Jesteś niebezpieczna - wymruczał. - Ty też. Upadli na ziemię. Cassidy zaczęła całować jego pokiereszowaną twarz. Czuła jego usta na swoich, smakowała go i zupełnie straciła panowanie nad sobą. Chase był ciepły, twardy i podniecony. Świt przepędził gwiazdy i budził się letni poranek, a ona leżała przy nim, kochała się z nim, zanurzała się w jego usta i czuła, jak jego ręka dotyka jej stwardniałej brodawki. Błądziła palcami po jego skórze, opinającej żebra i silne mięśnie. Pod jej dotykiem ciało Chase’a stawało się jeszcze twardsze. - Nie wiesz, co robisz. O, Boże... Wsunęła mu ręce w slipy. Opuszkami palców musnęła jego umięśnione udo. Ujęła jego męskość w zimne palce. Jęknął i zamknął oczy. Przycisnął ją mocniej do siebie i przyciągnął. Siedziała na nim okrakiem. Jej piersi podskakiwały i kołysały się nad nim. Dotknął jej, najpierw delikatnie, a potem bardziej śmiało. Przytrzymywał ją poparzoną ręką, a zdrową pieścił jej ciało. Zaczęła się wyginać w swoim rytmie, dając mu siebie. Dwie dumne piersi ze stwardniałymi brodawkami kołysały się nad jego twarzą. Kiedy dotknął jej językiem, przeszedł ją dreszcz. Westchnęła tak delikatnie, jakby to wiatr zaszemrał. Czuła na plecach pierwsze promienie słońca. - Cassidy. - Jego głos był przepełniony uczuciem, którego nie rozumiała. - Nie możemy...
Ale czy nie rozumie pani, że ja nie wiem tego z całą pewnością? A
Biorąc jeszcze poprawkę na fakt, że ma teraz rodzinę na utrzymaniu,
kupowali ją po tamtej stronie. Zresztą zazwyczaj nie była im
amerykańskiej granicy można było nazwać wioską.
ćwiczenia na szczupłe uda wewnętrzne poza tym pracował jako konsultant policji El Paso, biura szeryfa i
- Więcej. To właśnie był mój niby-związek.
czując, jak powoli ogarnia ją sen. Tym razem mężczyzna pozwolił jej
393
chciała się przekonać, czy to tajemne pożądanie nie jest jedynie ułudą
nieprzenikniona, surowa, tak... pełna, że Milla absolutnie nie mogła
rodzaju Loli. Postrzelić ją? Dziewięciomilimetrowe pociski nie
Gdańsk

– Jak dobrze ich znasz? – zapytał Quincy.

mogła zrzucić przesiąknięty śmiercią mundur i wyjąć z lodówki piwo.
łóżku oparta o ścianę w pokoju motelowym pomalowanym na błotnisty
– Dobrze.
– Dlaczego?
– Głupi, gorszy od innych, słaby, bezradny. Naprawdę myślę, że ludzie powinni zdać
sprzedaż mieszkań Kołobrzeg Nie odezwała się.
co się stało, to się stało.
marzeń o spotkaniu, na którym biegliby do siebie z otwartymi ramionami.
a ojciec... Bóg jeden wie, co się z nim działo. Skonsultowała się z profesorem
prawdziwego zdarzenia miał zostać dopiero, gdy zaliczy niezbędne egzaminy i dostanie
siatkówka opole tylko, że dzięki synowi Abraham znajduje się teraz w jakimś eleganckim
wskazywało, że po wszystkim morderca się umył. Podejrzany jest człowiekiem
Nie cierpiała swoich napadów niepokoju. Wstydziła się ich i nie chciała
ją całe ciało. Głowa pękała od trudnych do zniesienia myśli. Potrzebowała snu, porządnego
- Ben Zikka, najlepszy przyjaciel mojego ojca - mruknął Quincy. - Razem
kolczyk do sutka

©2019 www.na-pelny.pruszkow.pl - Split Template by One Page Love